Jeśli spojrzymy na statystyki wynagrodzeń Biuro w Polsce od 11 sierpnia 2022, przeciętny pracownik zarabia 51 120 zł; dokładniej mówiąc stawka wynagrodzenia to 4260 zł na miesiąc, 1065 zł na tydzień, lub 26,63 zł na godzinę.Szczegółowo zbadaliśmy rynek pracy dla tego zawodu i wyznaczyliśmy wartości
Rekordziści prawie 5 mln zł. Ubiegły rok nie był łaskawy dla sektora bankowego – banki zarobiły mniej o 44 proc. w porównaniu do 2019 r. Odporne na zawirowania rynkowe są jednak pensje
Biura podróży są popularnym miejscem pracy dla osób zainteresowanych branżą turystyczną. Jednym z popularnych stanowisk w biurach podróży jest rezydent, który pełni rolę opiekuna i przewodnika dla turystów podczas ich wakacji. Jednym z najbardziej znanych biur podróży w Polsce jest Rainbow, które oferuje różnorodne wycieczki i
Pokażemy, jakie aktualnie wymagania mają biura podróży dla kandydatów na rezydentów turystycznych. Przekonasz si ę, jak praca Rezydenta Turystycznego wygląda naprawdę. Powiemy Ci, z własnego doświadczenia, dlaczego warto wyjechać na kierunek wakacyjny i tam opiekować się turystami.
Armator to właściciel floty statków wycieczkowych, firma odpowiadająca za ofertę turystyczną i jakość obsługi na statku w czasie każdego rejsu. To armatorzy są przeważnie organizatorami rejsów wycieczkowych, choć swoją ofertę mogą sprzedawać za pośrednictwem innych firm i biur podróży. Najsłynniejsi armatorzy to np.: MSC
30 listopada 2021, 13:05. Prof. Janusz Filipiak, szef Comarchu, to jeden z najlepiej zarabiających prezesów w Polsce. O swoim majątku porozmawiał z wyborczą.biz. Odniósł się m.in. do kwestii samolotu, który kupił za 5,5 mln dol. — Teraz mam ofertę na ten samolot. Chcą mi dać 50 proc. więcej, niż zapłaciłem — twierdzi.
. Foto: Jacob Lund / Shutterstock Nawet 1,5 tys. PLN można zaoszczędzić na pobycie w tym samym hotelu i w tym samym terminie w zależności od tego, jaką formę transportu wybierzemy. Polacy jeżdżą samiNiedawne badanie Mondial Assistance na temat preferencji urlopowych Polaków pokazuje niezbicie, że wciąż rośnie liczba ludzi, którzy samodzielnie planują swoje wakacje. Z raportu wynika, że spośród Polaków planujących zagraniczny wyjazd, aż 2,391 mln osób planuje zrobić to samodzielnie. To ponad 56 proc. wszystkich rodaków wyjeżdżających na wakacje do innego ciekawsze są dane z Polskiego Związku Organizatorów Turystyki, zbierającego informacje z biur podróży. Wynika z nich, że w tym roku aż o 215,2 proc. r/r wzrosła liczba klientów, którzy w biurach podróży kupują tylko noclegi i wybierają opcję dojazdu na miejsce we własnym zakresie. Oczywiście, na polskim rynku ciągle rządzą pakiety lot plus hotel, ale wycieczki z własnym dojazdem to już 16,5 proc. rynku biur podróży. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z rewolucją?Fot. Kudla/Shutterstock Oferty w najlepszej cenie
Lista stanowisk Moja Płaca - 1136 stanowisk, dane o wynagrodzeniach 581 tysięcy osób Zastanawiasz się, ile zarabiają inni na Twoim stanowisku? Odbierz indywidualny raport płacowy dopasowany do Ciebie. Sprawdź, na jaką pensję może liczyć osoba z Twoimi kwalifikacjami. Dowiedz się, od czego zależy Twoje wynagrodzenie. Sprawdź już teraz! Rozkład płci na stanowisku kierownik biura podroży Benefity na stanowisku kierownik biura podroży prywatna opieka medyczna dla pracownika zniżki na firmowe produkty i usługi Szczegółowe dane o wynagrodzeniach na 840 stanowiskach dostępne w strefie premium portalu Dowiedz się więcej Rozkład zarobków na stanowisku kierownik biura podroży Miesięczne wynagrodzenie całkowite (mediana*) na tym stanowisku wynosi 5 050 PLN brutto. Co drugi kierownik biura podroży otrzymuje pensję od 3 980 PLN do 6 830 PLN. 25% najgorzej wynagradzanych kierowników biura podroży zarabia poniżej 3 980 PLN brutto. Na zarobki powyżej 6 830 PLN brutto może liczyć grupa 25% najlepiej opłacanych kierowników biura podroży. Powyższe dane mają charakter orientacyjny i udostępniane są bezpłatnie jedynie do użytku osobistego (niekomercyjnego). Ich wykorzystywanie w celach komercyjnych (np. doradztwo, granty, ustalanie wynagrodzeń w firmie) wymaga zakupu raportu premium dla wybranego stanowiska. Z aplikacji można również korzystać po wykupeniu dostępu do strefy premium portalu bądź uzyskaniu pisemnej zgody Sedlak & Sedlak Nasi respondenci pochodzą z całej Polski. Osoby przekazujące nam dane pracują w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Bydgoszczy, Lublinie, Katowicach, Białymstoku, Gdyni, Częstochowie, Radomiu, Sosnowcu, Toruniu, Kielcach, Gliwicach, Zabrzu, Bytomiu, Rzeszowie, Olsztynie, Bielsko-Białej, Tychach, Opolu. * Mediana - jest to wartość dzieląca wszystkie dane na dwa równe zbiory. Poniżej i powyżej mediany znajduje się dokładnie po 50% zgromadzonych w badaniu wyników. W przypadku badania wynagrodzeń znaczy to, że połowa badanych zarabia poniżej mediany a połowa powyżej.
Z badań dla Towarzystwa ubezpieczeniowego Mondial Assistance wynika, że na zagraniczne wakacje w 2018 roku wyjedzie ok. 7,5 mln Polaków. Najpopularniejszymi kierunkami będą Hiszpania, Chorwacja, Grecja, Włochy i Bułgaria. Tam znajdziemy słońce, ciepłe morze oraz wakacyjną nudę. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze niemal 30 temu taka „normalność” była marzeniem, a odpoczynek podczas wyjazdu na Zachód uchodził za marnotrawstwo czasu i pieniędzy. „Wychylałem się, wychylałem, ale nie wyskoczyłem” – zapisał w księdze pamiątkowej „Batorego” Antoni Słonimski. Sławny poeta i znakomity felietonista podczas wycieczki „Szlakiem norweskich fiordów” zachował się inaczej niż kilku turystów. Niezrażeni temperaturą wody skoczyli z pokładu, by wpław dostać się na brzeg kapitalistycznego kraju. Zapewne z rejsu nie wróciłoby więcej wycieczkowiczów, gdyby statek zawijał do portów. Ale władza ludowa nie miała złudzeń co do obywateli, dlatego w latach 60. podczas wycieczki „Szlakiem norweskich fiordów” „Batory” nigdy nie wpływał do portów. Słonimski lubił się wychylać nie tylko z pokładu statku wycieczkowego, ale także w życiu politycznym, lecz do zimnej wody nie musiał skakać. Sława i pozycja społeczna powodowały, że w następne wakacje miał szansę znów otrzymać paszport, czego mógł mu szczerze zazdrościć statystyczny Kowalski. W 1951 roku pozwolenie na odwiedzenie kraju kapitalistycznego otrzymało zaledwie 1890 osób. Pięć lat później, podczas politycznej odwilży, gdy ZSRR zaczął wypuszczać swoich obywateli na zagraniczne wycieczki, również w PRL zliberalizowano politykę paszportową. Czytaj też: Zarabianie na sentymentach Nowy I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka godził się wydawać paszporty Polakom, którzy spełniali wymagające kryteria. Jeżeli ktoś chciał wybrać się do kraju kapitalistycznego, musiał zdobyć zaproszenie od znajomego lub krewnego. Potem należało wypełnić wniosek, wpisując, gdzie oraz po co się jedzie. Dołączyć do niego wiele zaświadczeń, w tym także te z zakładu pracy. Najważniejsza jednak okazywała się pisemna deklaracja zapraszającego, że pokryje koszty podróży gościa i zapewni mu utrzymanie. Bez niej wydanie paszportu kosztowało nie tysiąc, tylko 5 tys. złotych, co stanowiło równowartość czterech miesięcznych pensji przeciętnego Polaka. Pierwszy wagon restauracyjny Polskiego Biura Podróży Orbis w pociągu Polskich Kolei Państwowych do Paryża. 1947 rok Fot.: PAP Dokumenty odnosiło się do Wydziału Paszportowego Komendy Wojewódzkiej MO. Decyzja często bywała odmowna. Zwłaszcza jeśli ktoś chciał pojechać do Republiki Federalnej Niemiec, uważanej za największego wroga PRL. „W 1966 r. w celach prywatnych wypuszczono tam prawie 7 tys. osób, przy czym za turystów MSW uznało jedynie dziewiętnastu z nich” – opisuje Paweł Sowiński w książce „Wakacje w Polsce Ludowej”. Wobec planów zwiedzenia innych krajów demokratycznych wykazywano w MSW większą tolerancję, co nie oznaczało, że władza ludowa zamierzała rozpieszczać obywateli. Kiedy już wyrażała zgodę na wydanie paszportu, to z zastrzeżeniem, że jego właściciel może legalnie kupić w PKO po oficjalnym kursie jedynie 10 dolarów. Dewizy były zbyt cenne, by marnować je na turystyczne fanaberie. Wspomnianą kwotę udostępniano ze względów humanitarnych, wskazując, że należy ją wydać na zakup napojów. O fundusze na żywność turysta musiał zatroszczyć się sam. Dlatego o wiele wygodniej i bezpieczniej było wyjechać na zorganizowaną wycieczkę z Orbisem lub innym państwowym biurem podróży. Łatwiej było wtedy dostać paszport i niepotrzebne było zaproszenie. Skład wycieczki kompletowano kilka miesięcy, po czym wyznaczano jej kierownika, a papiery przesyłano do biura paszportów MSW. Proces rekrutacji nadzorował Główny Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki. Powoływana przez niego komisja kwalifikacyjna weryfikowała listy wycieczkowiczów, mogąc skreślić z niej każdego wedle własnego uznania. Niezbędne było więc posiadanie wpływowych znajomych. Kontrola NIK w Orbisie wykazała, że na 3878 uczestników wycieczek morskich 35 proc. uzyskało miejsce na podstawie osobistej protekcji pracowników biura podróży. Dzięki znajomościom pracującego w krakowskim magistracie brata Tomasz Strzyżewski, specjalista od naprawy sprzętu AGD, pojechał z Orbisem do Egiptu. W drodze powrotnej na lotnisku w Nikozji oddalił się od grupy i ukrył w toalecie. Przeczekał tam, a po wyjściu pierwszego napotkanego policjanta poprosił o azyl polityczny. Chwilę potem pięciu cypryjskich mundurowych zawlokło go na pokład samolotu do Warszawy. Pechowy uciekinier tłumaczył potem funkcjonariuszowi SB, że padł ofiarą nieporozumienia. Dzięki temu nie poniósł konsekwencji. Kilka lat później, w marcu 1977 r., Strzyżewski, zabrawszy tajne materiały urzędu cenzorskiego, uciekł do Szwecji z paszportem indywidualnym, również załatwionym przez brata. Zobacz: Dobre, bo z Polski Wymuszanie na ludziach korzystania z wyjazdów organizowanych dawało możliwość zachowania lepszej kontroli. Zwłaszcza że w latach 1960–1965, jak podaje Dariusz Stola w artykule „Międzynarodowa mobilność zarobkowa w PRL”, z wczasów na Zachodzie nie wróciło 6289 indywidualnych turystów, a kolejne 3 tys. przedłużyło pobyt po terminie upłynięcia ważności paszportu. Siedziba Orbisu w Warszawie, 1951 rok. Fot.: PAP Jadąc z biurem podróży, obywatel nie musiał mieć przy sobie dokumentu potwierdzającego tożsamość. „Podczas podróży do celu oddawano je tzw. nosicielom paszportów” – opisuje Paweł Sowiński. Często pojedyncze dokumenty zastępowano jednym paszportem zbiorowym, dla wszystkich uczestników wycieczki. Turyści dostawali do ręki jedynie tzw. wkładki paszportowe, co oznaczało, że indywidualnie nie przekroczą żadnej granicy. W grupie zwykle jechał przynajmniej jeden tajny współpracownik organów bezpieczeństwa PRL. Do jego obowiązków należało obserwowanie towarzyszy podróży i odnotowywanie, co robili. Takim zajęciem parał się szermierz Jerzy Pawłowski. Został zwerbowany przez Wojskowe Służby Wewnętrzne i pod pseudonimem „Szczery” pisał raporty o towarzyszach zagranicznych wojaży. Inna sprawa, że „Szczery” – jak podał po zapoznaniu się z zachowanymi donosami Ireneusz Pawlik w książce „Jerzy Pawłowski – szpieg w masce” – pisał raporty głównie po to, by załatwić porachunki z tymi, którzy mu podpadli. Opisał między innymi, jak popularny spiker sportowy Jan Ciszewski okantował na 200 dolarów jubilera w Brukseli. A wszystko dlatego, że podczas poprzednich wycieczek to „Szczery” był głównym dostawcą złota dla wspomnianego rzemieślnika i pragnął pozbyć się konkurenta. Po takim donosie MSW mogło zakwalifikować obwinianego do kategorii osób „naruszających dobre imię polskiej turystyki” i wciągnąć na listę tych, którzy po powrocie do kraju drugi raz paszportu już nie dostawali. Wydostanie się choć na chwilę za żelazną kurtynę dawało każdej obrotnej jednostce szansę na osiągnięcie pokaźnych zysków. Jerzy Pawłowski po pokonaniu w finałowym pojedynku na igrzyskach w Meksyku radzieckiego zawodnika, Marka Rakity, wracał do ojczyzny nie tylko ze swoim złotym medalem. Miał ich całkiem sporo, odkupionych po okazyjnej cenie od organizatorów zawodów. Nie dowiózł jednak pamiątek do ojczyzny, sprzedał je podczas przesiadki w RFN. „Zarobiłem na czysto blisko 400 dolarów” – wspominał. Dorzucił trochę zdobytych wcześniej „zielonych” i kupił sobie w RFN mercedesa. Pozwolenie na sprowadzenie auta do kraju wyprosił potem u premiera Cyrankiewicza. Czytaj także: Kapitalizm się nam spodobał, choć nie wszystkim O wycieczce na Zachód marzyło coraz więcej osób, co przekładało się na liczbę podań o paszport. Wedle statystyk prowadzonych przez straż graniczną pod koniec rządów Gomułki, pomimo wielu decyzji odmownych odnotowywano prawie 200 tys. wyjazdów zagranicznych rocznie, choć na Zachód wypuszczano każdego roku nie więcej niż 70 tys. ludzi. Głównie członków partyjnej nomenklatury, sportowców, artystów, naukowców, inteligentów pracujących oraz... szpiegów. Niedługo po dojściu do władzy I sekretarz KC Edward Gierek zliberalizował zasady wydawania paszportów. Dzięki temu każdego roku odpocząć od PRL za granicą mogło ponad pół miliona Polaków. Ich wakacje wyglądały pracowicie. „Wiedza o tym, co, gdzie i za ile można dobrze sprzedać i kupić, była najważniejszym kapitałem polskich turystów” – zauważa Dariusz Stola. „Polscy turyści bez trudu spostrzegali różnice w zaopatrzeniu sklepów, różnice kursów wymiany, różnice cen i jakości towarów w Polsce i odwiedzanych krajach” – dodaje. Gdy zarobki miesięczne przeciętnego Polaka nie przekraczały 4 tys. zł, wpisowe w biurze podróży wynosiło ok. 15 tys. zł, a tzw. promesa dolarowa dla czteroosobowej rodziny 25 tys. zł, co znaczyło, że wycieczka po prostu musiała się zwrócić. Wedle notatki sporządzonej w 1973 roku przez Biuro Paszportów MSW uczestnicy wycieczki do Egiptu, zorganizowanej przez Juventur, wieźli ze sobą: „68 kryształów, 38 żelazek elektrycznych, 21 zegarków Ruhla, 17 wentylatorów itp.”. Wartość sprzętu oszacowano na 53 tys. złotych. Co ciekawe, z powrotem polscy turyści przywieźli przedmioty, głównie ze złota, warte ok. 500 tys. złotych, co i tak przedstawiało się skromnie. Kiedy 9 maja 1973 r. celnicy w Gdańsku przeprowadzili rewizję bagaży pasażerów transatlantyku „Stefan Batory” powracającego z rejsu do USA, znaleźli łącznie ok. 1,1 mln dolarów. „Nieraz sprzedawano to, co mieściło się w normach wywozowych, kilka swetrów, dziesięć sztuk papierosów czy parę kilogramów jedzenia. Zdarzało się, że wycieczkowicze sprzedawali rzeczy osobiste, wywożone niekoniecznie z myślą o handlu” – opisuje Paweł Sowiński. Z kolei przedmioty kupione na Zachodzie odsprzedawano po powrocie znajomym, handlarzom na bazarach lub wystawiano w komisie. Popularne były ogłoszenia w prasie. Bardzo szybko nauczono się też wyjeżdżać tak, by jak najmniej wydać. Aleksander Jerzy Wieczorkowski, dziennikarz „Trybuny Ludu”, po raz pierwszy jechał na Zachód w październiku 1975 roku. Podróżował po RFN razem z muzykami Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej. Gdy dyrygent Witold Rowicki zorientował się, z jakim amatorem ma do czynienia, „ryczy na cały autokar, że mamy wśród nas frajera, który nie dość, że przyjechał bez kochera, talerza, noża, widelca, łyżeczki, suchej kiełbasy i puszek, to w dodatku kupuje w najdroższych sklepach!” – zanotował Wieczorkowski we wspomnieniach „Mój PRL”. Potem w liście do żony opisywał ich pobyt w kolejnych miejscach: „Orkiestra podzielona na grupy instrumentów pitrasi w pokojach na kocherach, smyczki śmierdzą wieprzowiną w sosie własnym, blacha dorszem w pomidorach, a może odwrotnie. Smród w całym hotelu. Recepcjoniści patrzą na nas jak na dzikusów i słusznie”. Przez cały rok 1980 podania o zgodę na wakacyjny wyjazd na Zachód złożyło ponad 800 tys. osób, pozwolenie dostało blisko 90 proc. Był to absolutny rekord. W tym czasie gospodarka PRL waliła się w gruzy i państwo stało na skraju bankructwa z powodu zadłużenia, zbuntowane społeczeństwo założyło zaś związek zawodowy „Solidarność”. Zobacz też: Wyścig z długiem Zagraniczne wakacje dawały szansę nie tyle odpoczynku od trudnej sytuacji, ile zarobku, zdobycia poszukiwanych towarów lub ucieczki z komunistycznego kraju. W latach 1976–1980 wolność wybrało ok. 35 tys. turystów. Ponad 150 tys. przedłużyło nielegalnie pobyt, żeby pracować na czarno. Ryzyko opłacało się w momencie, gdy czarnorynkowy kurs dolara był już kilkanaście razy wyższy od oficjalnego. Nawet kilka „zielonych” dawało poczucie bogactwa. Na Zachód wieziono wyroby ze złota i bursztynu, wódkę, skóry z lisów, stare książki. Przywożono przede wszystkim dolary, ale też zegarki elektroniczne, kalkulatory, gumy do żucia i w zasadzie wszystko, co dawało się łatwo spieniężyć. Dostępność paszportów przyniosła narodziny gangów przemytniczych, parających się przerzucaniem towarów przez granice. Według szacunków MSW działało w nich kilkadziesiąt tysięcy osób. Nim Gierek stracił posadę I sekretarza KC, przez dekadę zachodni świat z bliska obejrzało sobie 4,2 mln Polaków. Co oznaczało, że na własne oczy przekonali się, jakie są różnice między kapitalizmem a realnym socjalizmem. Na niewiele się zdało przykręcenie śruby przez generała Jaruzelskiego. Po wprowadzeniu stanu wojennego liczba wydawanych pozwoleń na wyjazd do krajów kapitalistycznych spadła o 85 proc., co nie zapewniło wzrostu sympatii rządzącym. I wiadomo, jak to się skończyło.
Odpowiedzi nikaa13 odpowiedział(a) o 20:35 około 3000 moja ciocia pracuje 0 0 blocked odpowiedział(a) o 20:46 cos ok 8 tyś . moja mama i tata pracowali kiedyś i zarabiali tyś zł 0 0 Alaa odpowiedział(a) o 20:36 tyle, ze dobrze ubierzerz siebie, dziecko i poślesz je do prywatnej szkoły :) 0 1 Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
Upadł turystyczny gigant Thomas Cook! Jak to się stało? Czy polscy turyści są bezpieczni? W jakiej kondycji są polskie biura podróży?Bankructwo turystycznego giganta, biura podróży Thomas Cook, to prawdziwe trzęsienie ziemi w tej branży. Jego skutki mogą odczuć turyści na całym świecie. Klienci różnych biur podróży korzystali z samolotów, autokarów, czy hoteli Thomasa Cooka. Neckermann Polska, biuro podróży powiązane kapitałowo z Thomasem Cookiem, już uspokaja klientów, że on pieniądze ma i jest wypłacalny. Ale jaka tak naprawdę jest kondycja polskiej branży turystycznej i czy można przewidzieć upadek biura podróży? O tym jak gigantyczna katastrofa spotkała turystyczny biznes niech świadczy fakt, że z powodu ogłoszenia bankructwa Thomasa Cooka w najdalszych zakątkach świata utknęło osób. Brytyjskie władze – „ofiarami” bankructwa Cooka jest turystów z Wysp, bo firma ma w Wielkiej Brytanii siedzibę – mówią bez ogródek, że zanosi się na „największą akcję repatriacyjna od II Wojny Światowej”. I że sprowadzanie tej armii turystów do domu zajmie kilka również:Święty spokój kierowcy w dobie wysokiej inflacji? Bezcenny. Jak można (spróbować) ograniczyć koszty eksploatacji samochodu? I ile to kosztuje? [NOWOCZEŚNI MOBILNI]Jest plan na wakacje za granicą? Jest też problem: wysokie ceny i słaby złoty. Dwa sposoby, by nie dać się złapać w sidła kursowe [MOŻNA SPRYTNIEJ]Cyberbezpieczeństwo w bankach: technologie przyszłości. Jak zmieni się świat bankowości? [BANK NOWOŚCI]W poniedziałek zamiast katalogu wycieczek, klientów wita na stronie firmy komunikat o niewypłacalności:W reakcji na upadłość konkuretna na giełdach w górę poszły kursy największych firm turystycznych (np. TUI) oraz linii lotniczych, z którymi Thomas Cook konkurował na rynku przelotów czarterowych. Inwestorzy liczą, że to okazja na przejęcie klientów nie prowadziło działalności w Polsce. Ale to nie znaczy, że bankructwa nie odczują nasi turyści: Polscy często korzystają z tych samych hoteli czy autokarów, co klienci Thomasa Cooka. Do grupy kapitałowej Thomas Cook należy Neckermann Polska, ale to oddzielna firma, więc upadłość Cooka nie rzutuje bezpośrednio na obsługę polskich podróży bankrutowały, bankrutują i będą bankrutować. W Polsce jesteśmy już mocno naznaczeni „kolapsami” touroperatorów, które mocno wryły się w pamięć i świadomość konsumentów. Wystarczy wspomnieć spektakularne upadki biur El Greco (2004 r.), Orbis Travel (2010 r.), Triada (2012 r.), czy Alfa Star (2015 r.). Ściąganiem turystów z plaż w takich przypadkach zajmuje się delegowany do tego urząd – u nas są to urzędy Marszałkowskie, w Wielkiej Brytanii Urząd Lotnictwa u nas: Prześwietliliśmy umowy największych biur podróży w Polsce. Leżaków było za mało? Sąsiad chrapał za ścianą? Możesz walczyć o pieniądze!Czytaj też: Wakacje to dla ciebie głównie wydatki? Otóż na wakacjach można też całkiem nieźle… zarobić! Turystyczny biznes na giełdzie: są zyski i dywidendyThomas Cook upadł przez… Brexit, zmiany klimatu i gospodarkę doprowadziło do upadku najstarszego biura podróży na świecie i to w czasach dobrej koniunktury na rynku, gdy w sezonie trudno o wolne miejsce w hotelach? Thomas Cook popełnił błąd, który wykończył niejedną firmę – przeinwestował, przeholował z zadłużeniem, którego nie był w stanie ani pokryć przychodami z rezerwacji miejsc przez turystów, ani zrefinansować na sensownych miejsc w hotelach (szczególnie tych dobrych) i samolotach jest ograniczona, dlatego firmy turystyczne rezerwują je – i płacą za to – jeszcze na długo przed sezonem w ramach tzw. kontraktów gwarancyjnych. Te mniejsze płacą z własnej kieszeni, a giganci – często pożyczają pieniądze, nie angażując własnego reszta to walka o to, by liczba klientów pokryła liczbę założonych rezerwacji, zaś ceny pokryły koszt zaciągniętego długu i marżę. Historia Thomasa Cooka pisana jest przez wydarzenia polityczne, a dokładnie przez Brexit. Kto wie czy nie jest to właśnie pierwsza ofiara Brexitu. Firma już przed sezonem raportowała, że spada liczba rezerwacji, bo – zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami – Wielka Brytania miała być od 30 marca poza Unią Europejską. Brytyjczycy nie byli pewni tego na jakich zasadach będą podróżować i czy będą mieli pracę po Brexicie, więc wstrzymywali decyzje o też: Jak zostać hotelowym VIP-em? Ile pieniędzy muszę wydać, żeby nocować za darmo?Główny właściciel koncernu Thomas Cook, chiński konglomerat finansowy Fosun, dosypał w sierpniu 900 mln funtów, czyli 4,3 mld zł. Ale dla banków to było ciągle mało, a przychody z rezerwacji były poniżej oczekiwań. Konsorcja, które kredytowały Thomasa Cooka, poprosiły o zwrot dodatkowych 200 mln funtów. W weekend trwały nerwowe negocjacje, rozważano rządową pomoc. Ale na koniec szef brytyjskiego MSZ powiedział, że rząd nie pomoże, bo na szali nie leży żaden strategiczny interes poniedziałek nad ranem negocjacje z pożyczkodawcami zakończyły się fiaskiem. Ale to nie wyczerpuje odpowiedzi na pytanie, dlaczego Thomas Cook upadł. Zdaniem branżowych analityków do bankructwa Thomasa Cooka przyczyniły się zmiany klimatyczne, czyli tegoroczna fala upałów. Było tak gorąco, że ludzie woleli zostać u siebie niż lecieć do jeszcze cieplejszych ta ostatnia hipoteza okazała się prawdziwa, to byłaby to zapowiedź grubszych kłopotów branży turystycznej. Jeśli podróżowanie na drugi koniec świata wyjdzie z mody ze względu na koszty klimatyczne i dodatkowe podatki nakładane na turystykę, to w tej branży będzie nie lada rewolucja. W Szwecji już w tym roku mocno spadła liczba wyjazdów zagranicznych, bo obywatele – nie chcąc narażać się na wyrzuty sumienia i docinki sąsiadów, że przyczyniają się do gotowania Ziemi – wypoczywali w się też hipoteza, że w XXI wieku na tyle łatwo samodzielnie zorganizować sobie wakacje (są porównywarki cen hoteli, firmy lotnicze otwierają możliwość zakupu biletów na loty czarterowe nie tylko biurom podróży, ale i indywidualnym osobom), że biura podróży są pod coraz większą presją kosztową – jeśli ich wycieczki nie będą dużo tańsze, niż te, które turysta może sobie sam „zmontować” przez porównywarkę, to popyt będzie linie i rezerwację na AirBnB, czy innych portalach rezerwacyjnych to poważny trend, który może ograniczyć w dłuższym terminie zyski firm. Na razie po wynikach nie widać, żeby Polscy konsumenci zmieniali nawyki, ale moim zdaniem touroperatorzy już teraz powinni zacząć transformować swój biznes, bo inaczej staną się reliktami poprzedniej też: Mamy wykres, który pokazuje kiedy wycieczki są najtańsze. Różnice sięgają 1000 zł na rezerwacji!źródło: biura podróży – studium przypadku(ów)Historia jest nauczycielką życia, więc sprawdziliśmy dlaczego upadały największe biura podróży w Polsce i czy ich los może być dla nas wskazówką na początek bardzo nietypowy przypadek biura El Greco. To już zamierzchłe czasy sięgające 2004 r. Klienci, którzy byli na wczasach w Egipcie mieli wracać do Polski miejscowymi, czarterowymi liniami Flash Airlines. Ale w trakcie ich urlopu rozbił się jeden z samolotów tych linii – zginęło 148 osób. W tak krótkim czasie nie było wiadomo co przyczyniło się katastrofy (ostatecznie przyjęto, że powodem były i usterki techniczne i błędy ludzkie), ale psychologia wzięła górę: turyści powiedzieli, że oni na pokład żadnej maszyny należącej do Flash Airlines nie wsiądą. Biuro podróży powiedziało, że jak tak, to oni nie mają pieniędzy żeby zapewnić inny transport. I ogłosiło bankructwo. Na marginesie to pokazało jak łatwo firmie turystycznej stracić płynność Travel – to jedna z najbardzej znanych polskich marek podróżniczych. Grupę Orbis z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli biurem podróży, przejęli Francuzi z hotelowej grupy Accor. Ich oczkiem w głowie były hotele, a nie wyjazdy turystyczne, więc w końcu sprzedali przynoszący dziesiątki milionów złotych straty rocznie Orbis Travel funduszowi Enterprise właściciele chcieli tchnąć w Orbis Travel drugie życie, wymienili sporo kadr i mieli plany ekspansji. Ale szybko okazało się, że Orbis Travel ma nieporządek w papierach, a długi są większe niż sądzono. Negocjacje między byłymi, a nowymi właścicielami nie przyniosły rezultatu i firma musiała ogłosić plajtę. Być może dałoby się jej uniknąć gdyby nie splot nieszczęśliwych, losowych zdarzeń: 2010 rok był szczególny: wydarzyła się katastrofa Smoleńska, wybuchł wulkan Eyjafjallajokull, przez Polskę przetaczała się wielka fala powodziowa – ludziom nie w głowach były podróże i liczba rezerwacji ostatniego dużej bankructwa minęły 4 lata. Wtedy upadło Alfa Star, a turystów musiało przerwać wakacje i awaryjnie wracać do kraju. Powód? Utrata płynności finansowej – firma miała problem z uregulowaniem płatności za swoich klientów. Najwyraźniej też przeszarżowała z liczbą rezerwacji i gdy coś się zepsuło z dopływem nowych pieniędzy – w kasie zrobiło się bankrutowała, bo spółka-właściciel wpadła w ogromne długi. Na lodzie zostało podróżnych. W ubiegłym roku upadł mniejsze biura: krakowskie Olimp, wrocławskie Millennium Travel, a w tym roku poznańskie też: Awaria w wynajętym samochodzie i… rachunek na zł. Nie pomógł nawet sąd polubowny. Ale pan Marek nie odpuścił! I wygrał! A jak?Czytaj też: Przez spóźniony samolot pani Anna nie zdążyła się zameldować w apartamencie. Przepadła kasa za… pięć dni pobytu! Co na to jakiej kondycji finansowej są polskie biura podróży?Jak widać na przykładzie Thomasa Cooka, czy Triady – nie ma biura „za dużego, żeby upaść”, więc nie można napisać, że podróże z dużym, to gwarancja terminowego powrotu z wycieczki. W praktyce, o kondycji finansowej większości biur wiemy niewiele, a dowiadujemy się dopiero o tym z pierwszych stron gazet i wskazówek, ale tylko wskazówek może dostarczyć lektura sprawozdań finansowych. Problem w tym, że na GPW notowane są tylko akcje jednej firmy Rainbow Tours, a nie sądzę, żeby komuś chciało się przeglądać Monitory Gospodarcze i akta spółek w sądach rejestrowych, gdzie znajdziemy wyniki sprzed dwóch lat. Na szczęście w raporcie Rainbow Tours zebrane są najważniejsze dane na temat rynku turystycznego w Polsce. Wynika z nich, że kondycja trzech największych spółek wożących Polaków do ciepłych (albo zimnych) krajów jest dobra – firmy regularnie notują zyski i dodatnie przepływy ostatnich trzy największe firmy turystyczne zwiększyły swoich przychody o ponad połowę – do ponad 6,8 mld zł. Wyniki finansowe wyglądają tak (dane: raport roczny Rainbow Tours, raport „Wiadomości Turystyczne”):Itaka – 2016 r. – 51 mln zł zysku, 2017 r. – 23 mln zł, 2018 r. – 24,5 mln złRainbow Tours – 2016 r. – 27 mln zł zysku, 2017 r. – 36 mln zł, 2018 r. – 7,5 mln złTUI Poland – 2016 r. – 9 mln zł zysku, 2017 r. – 12 mln zł, 2018 r. – 33,4 mln złDanych finansowych na temat sytuacji biur podróży dostarcza Instytut Badań Rynku Turystycznego TravelDATA. To branżowa firma usługowa, która monitoruje rynek touroperatorów i śledzi ich od lat publikuje ratingi biur podróży, tak jak agencje ratingowe publikują oceny wiarygodności kredytowej państwa i firm. Rating ustalany jest na podstawie danych finansowych takich jak: przychody, zyski, ale też kapitały własne, suma gwarancji ubezpieczeniowej. Ocena AAA oznacza ekstremalną wiarygodność, a np. CCC możliwość kontynuacji działalności tylko przy sprzyjających warunkach. Ratingi za 2017 rok kształtują się tak:Czytaj też: Jak nie zbankrutować od leżenia na plaży, czyli finansowy niezbędnik na wakacjeA co z mniejszymi biurami? Niezależnie od wielkości o kondycji biura może sugerować ich obecność w którymś z biur informacji gospodarczej (to takie listy dłużników). Jedna z takich list – Krajowy Rejestr Długów – informuje, że w ich bazach jest prawie 500 rekordów związanych ze spółkami prowadzącymi biznes działalność biur turystycznych to wiele ryzyk, a najważniejsze z nich, wymienione w dokumentach to: zamieszki, wojny, nadzwyczajne zjawiska atmosferyczne, wybuch wulkanów itp.).Do tego koniunktura gospodarcza i ogólne nastroje społeczne – jeśli nie dręczą nas jakieś powodzie, susze, wierzymy, że poprawi nam się sytuacja finansowa, to chętniej wybieramy się na wakacje. Ale – jak czytamy w sprawozdaniu Rainbow Tours:„(…) w chwili obecnej zarówno zamachy terrorystyczne, jak i zagrożenia niepokojami społecznymi, permanentnie okupujące czołówki gazet i wiadomości, mają dużo mniejszy wpływ na decyzje o zakupie imprezy turystycznej niż to miało miejsce kilka lat temu”Tylko u nas: First minute czy last minute? Kiedy zaczynają rosnąć ceny wycieczek? Mamy dane! Tego nie powiedzą Wam w żadnym biurze podróżyMleko się rozlało. Jak wrócić do kraju? Załóżmy, że mimo zachowania ostrożności, nasz touroperator zbankrutował. Co wtedy? Możemy wracać na własną rękę, jeśli mamy pieniądze, ale czasami to po prostu niemożliwe – wszystkie loty są już września 2016 r. turyści są lepiej chronieni na wypadek upadłości organizatora wycieczki. To dlatego, że zaczął działać Turystyczny Fundusz Gwarancyjny (TFG), który w razie potrzeby pokryje koszty i sprowadzi podróżujących do Polski. Wcześniej marszałek województwa uruchamiał gwarancję ubezpieczeniową biura podróży i z tych pieniędzy opłacał koszty powrotu turystów do Polski. Ale bilety lotnicze są drogie, często liczba turystów liczona jest w tysiącach, a zaspokoić finansowo trzeba też tych, którzy zapłacili za wycieczkę, ale nie zdążyli na nią pojechać. Efekt był taki, że kasy z gwarancji notorycznie brakowało, a urzędnicy musieli z wojewódzkiej kasy sponsorować powroty klientów upadłych biur. Dlatego właśnie powstał fundusz TFG, który wziął ciężar finansowy na siebie, ale dopiero jeśli pula kasy z gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej touroperatora wyczerpie się. Składkę na jego działanie opłacamy przy każdej rezerwacji, jest to zryczałtowane 15 zł jeśli lecimy samolotem. Jeśli wycieczka jest autokarowa, to opłata wynosi 10 kwoty gwarancji ubezpieczeniowej, z której będą finansowane powroty klientów upadłego biura do kraju, określone są w rozporządzeniu – wynoszą równowartość euro, czyli nieco więcej niż milion złotych. To tyle co kot w Polsce gwarancje ma TUI – w wysokości 438,8 mln zł. W Itace jest to 260 mln zł, a w Rainbow Tours – 110 mln zł. Wyższa suma ma świadczyć o tym, że biuro podróży dużą wagę przykłada do bezpieczeństwa – wydaje więcej na składkę ubezpieczeniową, która jest dla klientów dodatkowym bezpiecznie wrócić z urlopu:Podróżuj z firmami o rozpoznawalnej nazwie i mającej przynajmniej kilkuletni staż. Statystycznie częściej bankrutują małe biura podróży, ale jak pokazuje przykład ostatnich godzin, nie ma na rynku firmy zbyt dużej, żeby to możliwe, sprawdź finanse firmy i jej opinie na forach – możliwe, że touroperator traci płynność finansową i np. turystom odmówiono zameldowania w jakimś hotelu, albo nie wpuszczono na pokład czy twój pobyt jest opłacony z góry – biuro pewne swojej sytuacji, nie czeka z rozliczeniem na koniec status biura w Ewidencji Organizatorów Turystyki i Przedsiębiorców Ułatwiających Nabywanie Powiązanych Usług sumy gwarancyjne zapewnione przez twoje zdjęcia: PixaBay
ile zarabia właściciel biura podróży